Pełna zapału przygotowałam sobie kawę, wciągnęłam resztkę mojej ulubionej Milki o smaku Oreo i zasiadłam przed odpalonym kokpitem bloggera, w celu przygotowania nowej notki. No to o czym ja właściwie miałam pisać? Tyle zapału, a jak zwykle w jednym momencie wszystkie pomysły gdzieś uciekają. Zdecydowanie powinnam zacząć je notować! Tak, to bardzo dobry pomysł! Właściwie mogłabym was zarzucić kolejną porcją ostatnio nabazgranych rysunków, ale to może następnym razem... Pobrzmiewająca w tle piosenka The Rolling Stones w sumie zainspirowała mnie nagle do napisania drugiej notki z serii moich ulubionych piosenek. A i przy okazji, póki pamiętam, chciałam wam serdecznie podziękować, za liczne życzenia pod ostatnią notką! Naprawdę ogromnie miło mi było je wszystkie czytać ;) I w ogóle wyobraźcie sobie mój szok, kiedy odkryłam dziś, że wybił mi 101 obserwator... a dopiero było przecież dziewięćdziesiąt parę! Nie wiem skąd się tu bierzecie, ale cieszy mnie ogromnie, że mimo mojego wiecznego narzekania, przynudzania i niesystematyczności w pisaniu notek tu zaglądacie :) To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Dobra, to mogę już przechodzić do meritum notki :P
Przy okazji wszystkich którzy nie widzieli zapraszam do zerknięcia w pierwszą notkę w tym cyklu. No to jakie piosenki tym razem nałogowo maltretuje?
THE ROLLING STONES - PAINT IT BLACK
Na początek może właśnie The Rolling Stones skoro już o nich wspomniałam wcześniej. W sumie to nic dziwnego, że tu się pojawiają... mam z nimi tak samo jak z The Beatles czy Queen . Zawsze na którąś z ich piosenek mam fazę, co jakiś czas tylko przerzucam się na inną, ale zawsze coś jest w playliście ;)
SWITCHFOOT - ONLY HOPE
Szczerze to ta piosenka to chyba pierwsze i jedyne co znam tego zespołu. Nigdy nawet o nim nie słyszałam, ale po tym utworze zdecydowanie muszę obczaić inne. Bo piosenka jest przepiękna i mogę jej słuchać bez końca. (Szczególnie uwielbiam końcówkę! <3). A żeby było ciekawiej odkryłam ją w ogóle dzięki nieco innej wersji. A konkretniej jako pewien "Supernatural FanSong": NO HOPE . I swoją drogą muszę przyznać, że w takiej wersji też mi się podoba ;)
BARCELONA - PLEASE DON'T GO
Działa na mnie totalnie melancholijnie i sama w sobie jest bardzo smutna, ale czasem mam fazę właśnie na takie utwory. Znaczy według mojej siostry to ja w ogóle słucham samych "smutasów". Ale e tam, nie zna się :P
BASTILLE - THINGS WE LOST IN THE FIRE
Ostatnio coś mnie wzięło na Bastille. A to jedna z dwóch piosenek, które najczęściej teraz słucham.
BASTILLE - POMPEII
Jak wspomniałam o jednej to musi być i druga :) W sumie tą chyba nawet jeszcze bardziej lubię ;)
PETE AND THE PIRATES - BLOOD GETS THIN
Nawet nie pamiętam jak i gdzie trafiłam na tą piosenkę, ale słucham jej ostatnio nałogowo, w kółko i w kółko... przez co moja współlokatorka ma jej już chyba dosyć :P
COLDPLAY - THE SCIENTIST
Kolejna z serii, jak to moja Sis mówi, "smutasów". W sumie się zgodzę, bo często słuchając jej mam wrażenie, że zaraz się rozryczę (i mam wiele takich piosenek). Ale i tak ją uwielbiam. Jest przepiękna! No i to Coldplay! A i w wersji GLEE też ją uwielbiam :)
ED SHEERAN - I SEE FIRE
Piosenkę pokochałam jeszcze przed pójściem do kina na Hobbita. Co prawda po filmie chyba jeszcze bardziej to się pogłębiło i tak trwa i trwa... :)
MICHAEL BUBLE - SAVE THE LAST DANCE FOR ME
Nieee... moje uzależnienie od tej piosenki wcale się nie wzięło przez tańczącego do niej Jensena Acklesa na jednym z konwentów... No dobra, może trochę. Tak, mam słabość do tańczącego Jensena, ale it's soooo sexy! A przy okazji bardzo lubię głos pana Buble :P

